KAMILOS i GIGAWOLF prezentują, opisują i szydzą... a to wszystko bez cenzury i jakichkolwiek zahamowań.
Kategorie: Wszystkie | Cięte | Inne | Ludzie | Recenzje | Wydarzenia
RSS

Inne

poniedziałek, 11 lipca 2011

Wstać rano, zjeść śniadanie, wziąć kąpiel/prysznic. Włączyć komputer, puścić muzykę, sprawdzić pocztę, naszą-klasę, facebook i inne portale w między czasie zrobić sobie herbatę, znaleźć butelkę whisky, poprawić herbatę whisky. Popisać parę godzin tak do 14-15, zjeść obiad, znowu sprawdzić pocztę wszystkie portale. Napisać jakiś tekst na bloga i opublikować go. W końcu czas na przyjemność, włączyć grę, w między czasie zrobić sobie herbatę, doprawić ją whisky (mocniej niż za pierwszym razem). Pograć kilka godzin, tak do 18-19 w tym czasie wypić ze dwie, trzy herbaty (każda następna mocniejsza). Wyjść z domu spotkać się ze znajomymi w barze lub w parku, wypić kilka piw, zmienić park na bar, lub zmienić bar. Znowu wypić kilka piw w między czasie poznać jakieś miłe, Łądne i inteligentne kobiety. Wyjść z baru do domu jednej z nich gdzie dokończy się imprezę, przespać się z nią. Rano obudzić się w nie swoim mieszkaniu przytulonym do ładnej kobiety, w lepszym przypadku zostać obudzonym przez ładną kobietę, która robi loda. Ubrać się, zjeść śniadanie, znowu wydymać panią domu, ubrać się i iść do domu.

Całkiem dobry plan na spędzenie jednego z wakacyjnych dni, Gigawolf zapewne widziałby to inaczej, ale On jest zakochany. Na zakończenie tego krótkiego (i bezsensownego) tekstu zapytam się, kto chciałby tak spędzić dzień? No i komu się udało tak spędzić dzień?

czwartek, 12 maja 2011

Tak brakuje tu czegoś i ja wiem, czego wpisów kurwa mać! Brakuje
tekstów, tych błyskotliwych, zmuszających do przemyśleń, tych śmiesznych i tych
głupich, bezsensownych wypocin. Po prostu brakuje tu tekstów, słów, liter.
Czemu się tak dzieje nie wiem, nie mam nic na swoją obronę i w sumie to w dupie
to mam, że nie mam nić na obronę. Co prawda dziś podczas oglądania czwartego
sezonu „Californication” myślałem, że będę miał, o czym pisać, że oświeci mnie
na najbliższe dziesięć, piętnaście wpisów. Jak widać wcale mnie nie oświeciło
po za tym, że sam nie wiem, o czym mam pisać.

Niedawno minął rok od naszych pierwszych wpisów, wpisów,
które pisałem w parę minut na tuż przed wrzuceniem ich na bloga, ja widać od
jakiegoś czasu z częstotliwością wrzucania i treścią wpisów jest coraz gorzej. Zapewne
przyczynił się do tego brak dysput w barze na rozmaite, mniej lub bardziej
przyzwoite tematy, czy też na te wstydliwe i trudne, jak to się mówi. Na to mam
wytłumaczenie – w dwie, trzy osoby nie można prowadzić długiej, owocnej w
ciekawe stwierdzenia dysputy, a jak się już trafi więcej osób to są to jakieś bezmózgi
niewarte poświęcania uwagi na ich wypowiedzi. 
Nie zawsze trafiają się same przydupy niepotrafiące przeliterować słowa
infantylny, kiedyś po prostu łatwiej było rozpocząć rozmowę na jakiś mniej lub
bardziej chory temat.

Niewątpliwie do pustek w barach przyczyniła się wiosna i
wizja słonecznego lata, ludzie zamiast siedzieć w zamkniętych barach wychodzą
do parku na ławkę, co swoją drogą jest dobre, bo nie można ciągle się kisić w
zamknięciu. Nie wiem natomiast, czemu nie wywiązują się rozmowy na rozmaite
ciekawe tematy tylko jakieś proste rozmowy o rzeczach tak codziennych, że
prawie niezauważalnych. Nie wierzę w to, że ludzie zaczęli więcej zarabiać,
spełniać swoje marzenia te zwykłe i te erotyczne, że przestali kochać bez
wzajemności czy zdradzać swoje dziewczyny zakochane bez pamięci. Niemożliwością
jest to, że wszystkim pasują poczynania polityków, którzy swoją drogą ostatnio
chyba też się uspokoili. Normalnie nudno zaczyna się robić i będę musiał obudzić
swoją kreatywność i zainicjować jakąś dysputę samemu, może dzięki moim
unikalnym zdolnością w kwestii komunikacji z innymi wywołam jakąś kłótnię, bo
bardziej ożywionej dysputy nawet ja nie chce.

Mogło by się stać coś godnego uwagi, coś wielkiego, coś…
sam, kurwa, nie wiem co?

czwartek, 05 maja 2011

Mamy maj, mamy też matury jak to w maju, długi weekend, imprezy na ogródkach i śnieg…? To było zaskoczenie, pogoda niedopisana w tym roku na majówkę może to sprawiło, że więcej maturzystów siedziało w domu i uczyło się do jednego z najważniejszych egzaminów w życiu. Tak, jestem jedną z tych osób, które uważają, że matura jest potrzebna, nie wiem jeszcze tylko, po co ale jest potrzebna.

A tak na poważnie to, jaki pracodawca będzie na nas patrzeć poważniej, jeżeli nie będziemy mieli zdanej matury? Co prawda jest system procentowy, jeżeli chodzi o wyniki matury, nie zmienia to jednak faktu, że jeżeli nie przekroczy się magicznego punktu 30 procent to oblaliśmy (tak przynajmniej było jak ja pisałem maturę i z tego, co wiem nie zmieniło się to).

Co nam daje matura oprócz możliwości studiowania? Bez tytułu technika to właściwie musimy iść na studia no chyba, że mamy bogatą albo dobrze usytuowaną rodzinkę, która po znajomości nam załatwi jakąś posadę. Co prawda bez tego papierka nie jesteśmy skazani na bezrobocie, czy prace w przedsiębiorstwie zbierania opadów, ale wizji na coś lepszego za bardzo nie mamy.

Spójrzmy na to ze strony uczniów ci, którzy jeszcze nie piszą matury mają trochę luzu, bo większość nauczycieli jest zajęta egzaminami maturalnymi ci, którzy piszą mają trochę stresów. Pisanie testów, matura ustna, same przygotowania potrafią być stresujące, dla niektórych do tego stopnia, że nie śpią, nie mają apetytu albo, co gorsza przestają pić piwo! Ktoś może mi zarzucić, że nie podchodzę do tematu poważnie, w klasie maturalnej też nie podchodziłem do tego zbytnio poważnie. Sesja na studiach to już poważna sprawa, no dobra zależy to od uczelni i wykładowcy, w dużej mierze od wykładowcy.

Na zakończenie życzę wszystkim powodzenia na egzaminie maturalnym i daje tradycyjnego kopa w dupę na szczęście.

sobota, 30 kwietnia 2011

Reklamy, są wszędzie i zawsze, gdzie się nie spojrzy
widzimy jakiś plakat, bilbord, ulotkę, słuchając radia pomiędzy dwiema
ulubionymi piosenkami musimy wysłuchać 15 minut reklam, a w telewizji w
przełomowym punkcie filmu czekamy tyle czasu, że można by obiad ugotować.
Internet też jest przepełniony reklamami, zwłaszcza Internet! Niemal na każdej
stronie wyskakują okienka z propozycją nowych tabletek na kaszel czy kremu na
hemoroidy!

Spam, bo na to dziś chcę ponarzekać, rozprzestrzenił się nie
tylko w Internecie, jako plaga niechcianych reklam i zapychających skrzynki
pocztowe wiadomości o nowych, niepotrzebnych nam produktach i promocjach.
Według cioci Wiki żeby uznać reklamy za spam musi spełniać następujące
kryteria:

- treść wiadomości jest niezależna od tożsamości odbiorcy,

- odbiorca nie wyraził uprzedniej, zamierzonej zgody na otrzymanie tej wiadomości,

- treść wiadomości daje podstawę do przypuszczeń, iż nadawca wskutek jej wysłania może odnieść zyski nieproporcjonalne w stosunku do korzyści odbiorcy,

Jak dla mnie to większość reklam to spam, albo raczej śmieci, na których rozsyłaniu ktoś
zarabia nawet ulotki, które można znaleźć w tradycyjnej skrzynce na listy to
dla mnie spam!

Włączam GG i wyskakuje mi okienko z reklamą, które jednym słowem mnie wkurwia,
zaakceptowałem jednak regulamin korzystania z komunikatora i jakoś muszę znieść
ataki reklamowe. Musze tolerować masę rozmaitych maili z portali i stron, na
których się logowałem, bo akceptowałem regulamin, ale czy na pewno? W końcu
przy rejestracji do portalu społecznościowego jesteśmy informowani o tym, że
nasze dane osobiste i kontaktowe podlegają ochronie danych osobowych, z drugiej
strony nie zarejestrujemy się, jeżeli nie zaznaczymy okienka przy informacji,
która mówi, że zgadzamy się na przetwarzanie naszych danych osobowych itp.

Jak walczyć z reklamami? Przestać oglądać telewizję, słuchać radia, korzystać z Internetu i zaprzestać grania w gry, w których coraz częściej napotykamy reklamy rozmaitych
produktów? Nawet całkowite odcięcie się od świata nie gwarantuje nam uwolnienia
się od reklam, które są wszędobylskie i znajdą nas wszędzie! Może powinniśmy zacząć mówić tak jak w kawałach „ten głupi film przerywa mi reklamy” albo bardziej nowoczesne znowu jakaś wiadomość pozamykała mi wszystkie okienka z reklamami.

środa, 20 kwietnia 2011
wtorek, 29 marca 2011

gry komputeroweNo długo nie pisałem nie pisałem o grach, właściwie to w ogóle długo nie pisałem, a to między innymi za sprawom gry. Zachciało mi się zagrać w „Dragon Age 2”, ale żeby być jako tako w temacie zacząłem od pierwszej części, z dwójką poczekam aż moje fundusze się zregenerują. Nie mam zamiaru pisać recenzji tej gry, bo gra jest na tyle stara, że kolejna recenzja jest niepotrzebna, co nie zmienia faktu, że parę słów o tej grze musze napisać a choćby tylko z tego powodu, że jest to gra godna uwagi. Na początku odpychała mnie sposobem sterowania postaciami i szczerze mówiąc wkurwiał mnie brak dostępności środków leczniczych w grze i ich cena. Po kilkudziesięciu zgonach z samego początku gry stwierdziłem, że się nie dam i ukończę tę historie.

Obecnie wyczekuję z niecierpliwością okazji do zagrania w drugą odsłonę „Crysis”, jest to gra zupełnie odmienna od wyżej wymienionej, niemniej jednak jest to również tytuł godny uwagi. Pierwsza część „Crysis” była bardzo pozytywnie oceniana w czasopismach i na stronach o grach komputerowych i mimo dużych wymagań sprzętowych znalazła bardzo duże grono fanów. Nie wiem jak wychodzi w wersji na konsolach, ale w wersji na PC robi duże wrażenie a druga odsłona serii ma być lepsza i mam nadzieje, że taka jest.

Kolejnym tytułem, jakiego oczekuję z niecierpliwością to „Wiedźmin” nasz rodzimy produkt, który wywołał niemałe zamieszanie w świecie elektronicznej rozrywki! Że co niby!? Tak! Wywołał zamieszanie, po którym posypały się pochwalne recenzje i nagrody dla tej gry. Nie pamiętam ile zajęło mi przejście tej wspaniałej gry, ale wciągała mnie na długie godziny każdego wolnego dnia. Tu wypada zauważyć, że nie tylko wiedźmina Polacy stworzyli, ale i kilka innych godnych uwagi tytułów, na przykład polscy programiści pracowali na „Call of Juarez”, „Painkiller’em” i tytułem, na który czekam „Dead Island”, jest tego jeszcze więcej, ale nie chce mi się myśleć nad tym, wiem zrobiłem się jeszcze bardziej leniwy.

Można powiedzieć, że czekam z niecierpliwością na polskie produkcje i mam nadzieje, że na Polacy na stałe wgryzą się w branżę gier komputerowych, bo potrafią stworzyć dobrom grę zarówno pod względem grafiki jak i fabuły. Nie oczekuję, że stworzymy FPS’a z głęboką fabułą, która zryje mózgi ludziom tak jak Super Mario czy Pacman, bo temu zadaniu żaden wytwórca gier nie sprosta, oczekuje za to wielu nowych pomysłów i ciekawych tytułów w najbliższych latach.

Polakom przydałaby się dobra seria gier seria, którą mogliby pociągnąć przez kilka części może i kilkanaście. Osobiście nie mam żadnego rewelacyjnego pomysłu na grę a tym bardziej na całą serię, ale ja się tym nie zajmuję, od tego jest wiele innych osób o dużo bardziej płodnych umysłach niż mój.

sobota, 26 marca 2011
sobota, 12 marca 2011

BluesBlogers zamarło na tydzień, nie jest to spowodowane awarią naszych komputerów, lecz nadmiaru spraw, które musi załatwić Gigawolf i mojej choroby. Niemożliwe? A jednak, byłem chory i nie miałem ani ochoty żeby myśleć nad tym, co napisać ani pomysłu na jakikolwiek wpis.

Nie jestem hipochondrykiem a najlepszym tego dowodem jest fakt, że nie chodzę do lekarzy, na badania zgłaszam się tylko, jeżeli jest to ostateczność i nie rozumiem ludzi, którzy wysyłają swoje dzieci do lekarza jak tylko kichną i kaszlną dwa razy. Głupotom jest chodzenie do lekarza z byle, czym, bo np. dziecko raz kaszlnęło albo ma małą temperaturę. Wiem, że są takie osoby, które z każdą byle pierdołą od razu lecą do lekarza i zawracają im głowę bzdetami, od razu jęczą jak się źle czują, że nic nie mogą zrobić, bo są tacy chorzy, że chcą antybiotyk i najlepiej żeby to był najmocniejszy, jaki jest. To czysta głupota!

Oczywiście, jeżeli jest się naprawdę chorym to trzeba iść do lekarza, ale czy ma sens iść do lekarza z lekką chrypą czy przeziębieniem tak słabym, że nawet gorączka nas nie łapie? Czy wystarczy wziąć jakieś witaminy, wypić kilka saszetek tych cudownych środków na przeziębienie, które reklamują i po sprawie?

Ludzie nie bądźcie hipochondrykami i nie męczcie lekarzy głupotami, które można wyleczyć jednym dniem wolnym od pracy.

A ludziom którzy maja w pełni wyposażoną „apteczkę” czyli takich którzy mają tabletki na każdą przypadłość czy schorzenie które uważają że mają bo tak sobie wmówili chcę tylko powiedzieć żeby poszli się na poważnie leczyć ale do psychiatry.

sobota, 05 marca 2011

No dobra kolej na drugą część porad dotyczących komputera, tym razem zajmiemy się problemami systemowymi, czyli awariami softwaru.

Na początek najprostsza i chyba najbardziej z oczywistych porada, do której powinna się zastosować większość naszego technicznie zacofanego społeczeństwa – jak masz problem z systemem to zadzwoń po kogoś, kto się na tym zna!

Jeżeli chcemy się bawić sami to musimy sobie zadać pytanie, na czym właściwie polega nasz problem? Na początku podzielę problemy z systemem na dwie grupy: kiedy się włącza ale nie działa tak jak powinien i kiedy się nie włącza tylko od razu się restartuje lub włącza się ale nic nie można zrobić bo się zawiesza albo tak szybko się restartuję że nie możemy nic zrobić. W uproszczeniu albo się jeszcze włącza albo już nie.

W pierwszym przypadku przepuszczamy system przez skaner antywirusowy muszę tu zaznaczyć, że nie ma sensu instalowania więcej niż jednego programu antywirusowego, a powód jest prosty, istnieje duże prawdopodobieństwo, że wystąpi pomiędzy tymi programami konflikt w efekcie, czego nie będą działać poprawnie. Dobrym rozwiązaniem są pakiety zabezpieczeń, wybieramy odpowiedni dla nas i konfigurujemy go do naszych potrzeb, bo, po co nam np. ochrona poczty skoro nie używamy żadnego programu za pomocą, którego będziemy przeglądać pocztę na naszym komputerze. Tu od razu zaznaczę, że używanie klientów poczty elektronicznej jest niebezpieczne, ponieważ każdy taki program ściąga z naszego konta e-mail wszystkie wiadomości na twardy dysk, co z kolei wiąże się z dużym ryzykiem zarażenia naszego systemu i zaśmiecenia dysku systemowego wiadomościami z poczty.

Następnym krokiem po skanowaniu jest oczyszczenie dysku systemowego ze zbędnych plików i pozostałości po grach i programach, które wyrzuciliśmy z dysku. W Internecie i gazetach o tematyce komputerowej jest masa tego typu programów, po prostu zaznaczamy, co ma taki program usunąć z dysku i robi to za nas. Są to bardzo proste w obsłudze programy i nie usuną potrzebnych systemowi lub nam plików, wykasują np. pliki cookies, które zaśmiecają system.

Następnym krokiem jest „sprawdzenie błędów”, czemu po oczyszczaniu dysku ze śmieci? Już to wyjaśniam, w zasadzie wyjaśnię to później, bo wiąże się to z następnym krokiem.

Defragmentacja dysku. Kolejność jest nie przypadkowa, najpierw usuwamy śmieci, potem sprawdzamy błędy a następnie de fragmentujemy dysk. Jak bym miał najprościej jak mogę wytłumaczyć, na czym polega defragmentacja dysku to powiedział bym, że jest to po prostu układanie plików. Pliki na dysku zapisują się fragmentarycznie, oznacza to, że są podzielone na kilka części, wiąże się to z wykorzystaniem wolnego miejsca na dysku, zainteresowanych tematem odsyłam do wujka Google i cioci Wiki. Kolejność musi być zachowana, oczywiście można pominąć oczyszczanie dysku, ale śmieci pozostaną śmieciami nawet, jeżeli będą poukładane w całe kawałki.

Jeżeli te zabiegi nie pomagają można spróbować przywracania systemu, w nowych systemach opcja przywracania systemu powinna być domyślnie włączona, więc nie będzie z tym problemu, co ważniejsze zabieg ten nie usuwa żadnych plików użytkownika dla tych, którzy nie rozumieją nasze dokumenty pozostaną nietknięte. Sam korzystałem z tego rozwiązania kilka razy i jest dość skuteczne.

Podobnym rozwiązaniem jest utworzenie płyty z rekowerami (jak ktoś chce się doczepić pisowni niech spierdala wiem, że jest źle) oczywiście lepiej utworzyć taką płytę po instalacji wszystkich programów, których nie chce nam się wygrywać na świeży system. Takie rozwiązanie jest stosowane w laptopach, z reguły nie dostajemy płyty z systemem tylko musimy sobie wypalić taką płytę.

No i ostatnia możliwość, która powinna rozwiązać wszystkie problemy z systemem nawet te, które całkowicie uniemożliwiają nam prace a chodzi mi o formatowanie dysku i wgrywanie systemu. Jest to wyjście ostateczne według mnie, ponieważ wiąże się z utratą wszystkich danych, które są/były na formatowanym dysku, no i trzeba wygrywać wszystko od początku, męczyć się z płytami ze sterownikami i programami. Jest jedno rozwiązanie, które bardzo nam ułatwi „stawianie systemu”, w Internecie można znaleźć programy za pomocą, których scalimy wszystkie sterowniki, aktualizacje a nawet programy użytkowe. Wydłuża to oczywiście proces instalacji systemu, ale nie robi to różnicy, bo nie musimy instalować wszystkiego z osobnych płyt i co lepsza takie powielanie systemu dla własnych potrzeb jest legalne, oczywiście pod warunkiem, że posiadamy oryginalną płytę z systemem.

Większość awarii systemu wynika z błędów użytkowników, którzy wchodzą na podejrzane strony (najczęściej porno) i tym samym zarażają system jakimś wirusem, lub samodzielnie i nieumiejętnie przeglądają pliki i je usuwają. Mogłem oczywiście napisać, że większość z awarii wynika z głupoty i ignorancji użytkowników, ale nie chce Mi się tego robić, bo i tak każdy stwierdzi, że nie należy do tej grupy.

środa, 23 lutego 2011

Tu oczywiście nasuwa się następne pytanie, jaka awaria? Są dwie możliwości, awaria sprzętu i awaria systemu, na początek awaria sprzętu.

Jeżeli się nie znamy na tym gdzie, co powinno być w komputerze to nie bawmy się w mechaników tylko od razu oddajmy sprzęt na serwis. Jeżeli posiadamy jakąś wiedze na ten temat (jakąś większą) to możemy zdiagnozować problem. Awarie dysku twardego można łatwo zdiagnozować wcześniej, po prostu dysk zaczyna głośno chodzić a w niektórych przypadkach nawet rzęzić i co wtedy? Najlepiej zgrać wszystkie ważne rzeczy od razu na jakąś przenośną pamięć lub nagrać na płyty.

Jeżeli delikwent nie daje żadnych oznak życia to najprawdopodobniej padł zasilacz ci, którzy mają podświetlenie wewnątrz zasilacza mają łatwiej to zdiagnozować, bo o ile wentylator może nadal pracować to podświetlenie na pewno padnie.

Awaria karty graficznej? Wyjmujemy naszą i wsadzamy inną o ile mamy taką możliwość, może jakiś dobry znajomy nam pożyczy swoją na 10 minut albo uczynny sąsiad, który dyma naszą dziewczynę, gdy my pracujemy w nocy.

Awaria płyty głównej lub pamięci? Z pamięciom ram robimy to samo, co z kartą graficzną, jeżeli okaże się, że padła płyta główna to serwis.

No i pozostał jeszcze procesor no, jeżeli mamy tak dobrego znajomego, który zaryzykuje swój procesor lub chcemy się zemścić na sąsiedzie za nocne igraszki z naszą panią to pożyczamy go, o ile będzie pasował do naszej płyty. Najlepiej sprawdzić to na pudełku z płyty głównej czy oznaczenie się zgadza.

Trzeba jednak pamiętać, że sprzęt nie psuje się od tak sobie, zdarzają się jakieś wadliwe modele, ale nie liczyłbym na to, wiele osób, dobra zdecydowana większość ludzi ma po prostu zabrudzony komputer. Dosłownie po otwarciu skrzyni widać kłęby „przepalonego” kurzu, nie tylko na wentylatorach, którym utrudnia on prace, ale i na całych bebechach PC-ta! Nie polecam czyszczenia komputera za pomocą odkurzacza, jeden z moich znajomych tak robił do czasu aż wessało mu zworkę i musiał iść z tym problemem na serwis, wystarczy tlen pod ciśnieniem, a można go używać nawet przy włączonym sprzęcie i jakiś mały pędzelek z miękkim włosiem np. pędzelek do makijażu. NIE czyścimy żadnych części wewnątrz obudowy wilgotną szmatką! Żadnej wody!

Kilka porad odnośnie awarii systemu następnym razem. 

flash games/gry
 
1 , 2 , 3
trwa inicjalizacja, prosze czekac...Gry MMO

Ranking i toplista blogów i stron

Najlepsze Blogi

Blogowisko.org